Niko westchnął ciężko. Wiedział, że w tym mieście słowo „darmowe” zawsze ma swoją cenę, zazwyczaj płaconą w ołowiu. Mimo to, ruszył w stronę Brooklynu, gdzie w małej, zadymionej kawiarence internetowej Roman siedział przygarbiony nad monitorem.

Na ekranie pulsował jaskrawy baner: . Kursor myszy drżał w spoconej dłoni Romana.

To był chłodny, deszczowy wieczór w Liberty City. Niko Bellic stał na nabrzeżu, wpatrując się w mętne wody Oceanu Atlantyckiego. W kieszeni jego sfatygowanej kurtki wibrował telefon – stary model, który widział już zbyt wiele.

– Za późno – syknął Niko, wyciągając pistolet zza paska. – Właśnie pobrałeś sobie kłopoty prosto pod drzwi.

Czy chciałbyś, aby ta historia potoczyła się w stronę , czy wolisz, by Niko spróbował wyśledzić hakerów , którzy zastawili tę pułapkę?

– Ale Niko! To okazja! – żachnął się Roman. – Wszyscy to ściągają. Piszą, że to wersja bez klucza, bez zabezpieczeń!